treningbiegacza.pl - uzależnieni od endorfin
środa, 23 listopad 2011 21:51

Dzień Świra, awaryjne lądowanie Boeinga 767 i bieganie...

Napisał 
Oceń ten artykuł
(1 głos)
Wtorek, pierwszego listopada - Wszystkich Świętych. Nie lubię świąt... A może do niech nie dorosłem? Nie wiem. Na pewno dorosłem do tego, żeby każdy trening traktować jak święto. Od paru lat jestem w otwartym związku z Bieganiem i jak dotąd nie mieliśmy jeszcze kryzysu.

Dogadujemy się i kochamy. Dlaczego? To proste - wychodzę biegać i nikt mi nie narzuca gdzie i dokąd mam biec. Jestem wolny jak ptak choć nie mam skrzydeł. Ptak nielot, choć marzeniami wysoko w chmurach. Niemożliwe nie istnieje kiedy biegniesz i przełączasz się na tryb izolacji od świata...

Eskapizm to pułapka

Jeden z artystów powiedział, że eskapizm to pułapka. Zastanawiam się, czy bieganie jest ucieczką do świata iluzoryczności? Dla mnie chyba tak i bardzo mi z tym dobrze. Szczególnie dzisiaj. Święto Wszystkich Świętych jest dla mnie okropnym dniem. W szczególności nie potrafię zrozumieć tych co jadą na drugi koniec Polski żeby zapalić ogień pamięci. Pędzą jak szaleńcy i niestety często zdarza się tak, że to później im zapalają znicze... Przez pośpiech. Inicjatywa słuszna, ale jak zwykle część osób nie bardzo rozumie o co w tym wszystkim biega. Obserwując niektórych wnioskuję, że dla większości pierwszy listopada to wspaniały dzień na pokazanie swojego statusu społecznego. Wyperfumowane i wytapetowane bombonierki w futrach, lansują się między alejkami na cmentarzu, z równie pięknie przyodzianymi życiowymi towarzyszami. Kiedy dochodzą do celu, zapalają znicz, zastanawiają się kto przyniósł resztę zniczy i inne wymyślne ozdóbki-pierdółki - Boguś? A może Zdzisiek? - myślą. - Nie Halinko, to na pewno Twoja siostra od strony ciotki. Boguś od paru lat ma wszystko gdzieś... - wytłumaczył Bombonierce jej Życiowy Towarzysz.

Po poważnych przemyśleniach Bomboniera i Towarzysz przechodzą do dalszego etapu filozoficznych rozważań. Bombonierka postawiła znicz w kształcie Chrystusa za 23.99zł na środku płyty nagrobkowej. Wg Towarzysza, postawienie znicza na środku burzy schemat spójności poprzednich dekoracji. I dochodzi do kłótni... Znicz stał się kością niezgody!

To nie absurdalna historia wyssana z palca, ale jak najbardziej prawdziwa scena z dzisiaj. Nie mogłem uwierzyć i przez chwilę poczułem się Adasiem Miauczyńskim z kultowego Dnia Świra.

Po traumatycznych przeżyciach z cmentarza musiałem wziąć antydepresanty. Wszedłem do swojego pokoju, wyciągnąłem pięknie opinające moje pośladki lycry, wziąłem pulsometr (coby swoje ego podbudować), założyłem bluzę, buty i czym prędzej wybiegłem z domu. Niestety mieszkam blisko cmentarza i przez pierwsze kilkaset metrów musiałem mijać idących na cmentarz. Poczułem na sobie przeszywający wzrok kilkudziesięciu osób, finalnie okraszony kąśliwą uwagą ze strony Pani w berecie z wiadomego materiału. Nie będę przytaczał owej uwagi, bo wydaje mi się, że to bez sensu. W każdym razie nie chciałem nikogo wystraszyć i wiem, że Halloween był wczoraj...

Po wyminięciu kilkudziesięciu pachołków, w końcu wbiegłem do lasu. Przywitała mnie dobra znajoma Cisza i stary przyjaciel Czysty Tlen. Odetchnąłem... Nie ma to jak wśród swoich! Bez zbędnych pytań i nadęcia, czujesz się jak we własnym, przytulnym domu. "W końcu" - pomyślałem sobie. Poczułem przyjemne poczucie spokoju, delektowałem się każdym krokiem, biegnąc spontanicznie raz po ścieżce, raz z niej zbaczając... Bieganie po jesiennym mchu to doskonały trening siłowy!

HUK!

Po kilkudziesięciu minutach biegu miałem przejść do dalszej części treningu. W planie bieg z narastającą prędkością. Już po kilku sekundach od rozpoczęcia miałem serce na wysokości czoła. Nie... nie zacząłem zbyt szybko, ale usłyszałem potworny huk. Początkowo oszołomiony nie wiedziałem skąd w ogóle dobiega. Popatrzyłem w prawo, lewo, za siebie i hen przed siebie (huk nie ustawał), w końcu doznałem olśnienia i popatrzyłem w niebo... Ujrzałem dwa samoloty, jeden dużo mniejszy od drugiego, z mojej perspektywy wyglądało to tak, jakby te dwa latające potwory miały się zaraz zderzyć. Stanąłem jak wryty i przyglądałem się akcji. "Jebnie" - pomyślałem. "Bez przesady, nie jebnie, za dużo naoglądałeś się filmów katastroficznych pacanie" - dostałem odpowiedź od swojego rozsądku. Przez chwilę myślałem, że ktoś postanowił sprawić mi niespodziankę i wykupił dla mnie seans na żywo filmu katastroficznego. Na szczęście do niczego nie doszło, a dwa samoloty zniknęły z pola mojego widzenia. Pozostając jeszcze w lekkim szoku wznowiłem trening.

Dzisiejszy trening było nadto wymagający dlatego nie myślałem o sytuacji sprzed kilku chwil i zająłem się łapczywą walką o tlen. Ale to nieistotne...

Wróciłem do domu, zastając oto taki obrazek: dziadek wlepiony w ekran telewizora. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jego przejęta mina. Zapytałem się co się stało... Dziadek wytłumaczył mi, że samolot lecący z Ameryki do Polski miał problemy z lądowaniem a pilot wykazał się nie lada umiejętnościami i uratował sytuację.

Wszystko zaczęło układać się w logiczną układankę. Okazało się, że ten drugi samolot pomagał temu olbrzymowi o numerach 767 w lądowaniu... A ja głupi myślałem, że to jakieś powietrzne zapasy. No cóż, bieganie wyostrza zmysły, mocno natlenione powietrze sprawia, że percepcja świata przerysowuje rzeczywistość. Widziałem co chciałem zobaczyć. Naszła mnie taka refleksja, że gdybym w bieganiu wykazał się umiejętnościami porównywalnymi do wyczynu pilota, to na niedawno zakończonym maratonie we Frankfurcie pobiłbym rekord świata...

Niestety nie zanosi się na to, abym w najbliższej przyszłości zbliżył się do rekordu Patricka Makau. W każdym razie dzięki bieganiu nie muszę chodzić do lekarza po receptę na środki uspokajające. Wystarczy, że pójdę potruchtać.

Ostatnio zmieniany środa, 23 listopad 2011 21:59


KOMENTARZE (1)


2012-04-07
Artykuł ci się podobał? Znalazłeś w nim elementy inspirujące i nowatorskie, a może nie zgadzasz się z autorem? Powiedz nam o tym, napisz z czym się nie zgadzasz, uargumentuj to, wzbogać artykuł o swoje uwagi. Nic tak nie buduje atmosfery portalu jak inteligentni czytelnicy potrafiący zanalizować i wyartykułować swoje spostrzeżenia.

Zobacz artykuł
 
 
 

 

bieganie.biz

newsy ze świata la


blog biegacza
dziś polecamy

Sezon 2011/2012 - zaczynamy

Puk, puk. Kto tam? Nowy sezonik się kłania. Aaa, witam witam i o zdrowie pytam ;)

Zaczynam jak zwykle od roztrenowania. Po maratonie dwa tygodnie wolnego. Wyszedłem sobie 3x potruchtać, żeby nie zgłupieć, tym bardziej, że jesień w tym roku jest rewelacyjna.