Szarobura pogoda. Zimno. Za oknem śnieg. Czyż nie macie dosyć? Nie! Nam się nie wydaje, że biegamy. My biegniemy. Codziennie, po nowy pakiet energetyczny dla całej tej maszynerii ciała i myśli. Bo jakże mielibyśmy rezygnować z tego co piękne, co tak łatwo choćby od życia wypożyczyć? Czerpiemy garściami, z przebierania nogami!
Rano. Godzina szósta. Piętnaście minut i jestem gotowa do wyjścia, od chwili kiedy przyłóżkowy budzik stanowczym dźwiękiem otworzył moje oczy. Zjeżdżam windą, w drzwiach spotykam zaspanego sąsiada w stylowych okularach i nienagannej, designerskiej kurtce. W ręku aktówka. Po uprzejmej wymianie „dzień dobry”, pada pytanie:
- Chce się tak pani biegać? Minus za oknem, człowiek leżałby w łóżku i ani rusz na ten mróz wychodzić.
- Chce mi się, proszę pana!
- A co pani daje, takie bieganie?
- To ja daje bieganiu siebie, a ono daje mi wzajemność. Znacznie bardziej wdzięczną, niżeli dłuższy sen.
Uśmiechnął się miło i wyszliśmy razem z klatki. Na dworze mróz, szczypiący. Naciągnęłam czapkę na uszy i zaczęłam biec. Poranki zimą nie są tak miłe, jak dni wiosenne. Mimo przenikliwego zimna przystanki pełne ludzi, to życiowe. Biegniesz chodnikiem wzdłuż ulicy i czujesz na sobie spojrzenia przechodniów. Często stajesz się jedynym przemieszczającym płynnie obiektem o porze jeszcze sennego, ciemnego poranku. Jedni patrzą z politowaniem, inni wzrokiem pełnym zirytowania. Są i tacy, którzy podniosą kciuk w górę, uśmiechną się, przytakną. To unosi. Biegniesz. Wsłuchujesz się w siebie. We własny rytm i myśli. Z czasem przyzwyczajasz się do przechodniów, którzy reagują mniej czy bardziej dziwacznie, bo takich jeszcze dzieje się większość. Ludzie powoli oswajają się widokiem biegacza, to pewnie jeszcze trochę potrwa. Na ten czas, to bardziej biegacz musi nauczyć się reakcji innych. Mimo iż to duże, cywilizowane miasto. Nie zrażaj się, biegnij. Pamiętaj, że nieważne staje się miejsce, czas, ważny stajesz się ty, w twoim treningu. Myśli i wiara, że każdy pokonany kilometr jest twoją wolnością na wyłączność. I nie ma znaczenia, jak kto na to patrzy. Bo rzadko dzieje się w życiu tak, iż ludzie będą postrzegać twoją pasję i świat, poprzez pryzmat twoich myśli, wyobrażenia. Smaku. Esencji. Odczuć. Nieważne czy biegniesz w seledynowych spodniach bez metki, czy w hitec’owych ciuchach zdjętych prosto z wystawowego manekina. Nieważne, że nie leżą na tobie tak idealnie jak na jego wyrzeźbionych w plastycznej masie, mięśniach bez włókien. Czy masz na sobie wytarte dresy czy stary t-shirt, poczuj jak biegniesz. I skup się tylko na tym, co dzieje się w Twoich myślach. Wsłuchaj się w swoje ciało. Poczuj własny oddech. Rytm. I biegnij. Ludzie patrzą tak, jak widzieć chcą. Pomyśl, jak niewielu doświadcza takiej wolności, jaką daje ci ruch. Własne mięśnie, siła i stan umysłu.
Po swojej kilkukilometrowej rundce wbiegam do pobliskiej piekarni, czynnej całą dobę. Może to nienajlepsze rozwiązanie po treningu, ale świeża bułka z farfoclami jest moim idolem. Żadna tam biała, wypieczona, z przedziałkiem. W piekarni kolejka, bo to pyszna piekarnia, uznana w okolicy. Przygotowuję się na pytanie ekspedientki: „- Co podać?”, ale rozmowa przybiera inną formę, zupełnie niebułkową i bez maślanych rogalików:
- Pani chce się biegać w takie zimno? Podziwiam panią, mnie by się tak nie chciało. Ani biegać, ani w zimno, wszystko jedno!
- To naprawdę fajne uczucie przebiec kilka kilometrów i wpaść tu po świeżą bułkę - uśmiecham się, czuję się wyróżniona. Choć pytanie jakby zsynchronizowane ze słowami porannego pana z windy. Cóż to za dzień, że każdy tak się dziwi? Ale dziwi, pozytywnie. Motywująco.
Pan obok, w tej samej kolejce, robił przegląd wdzięczących się w gablocie ciastek.
- Co panu podać?
- Ja tylko wącham, proszę pani. Powącham, a potem sobie pójdę. Z tym zapachem.
- Nic panu nie podać? Pan też biega?
- Nie no, jakże. W taki mróz! To... może to ciastko, z galaretką. Wezmę dla żony.
- A dla pana nic?
- Ja sobie zjem żonę, z tą galaretką z jej ciastka. A żona potem pobiega.
Tyle można doświadczyć, w porannej przebieżce. Przyjemność ciała, myśli, świeża bułka i miłe słowa w piekarni. To nie ma znaczenia, jak Cię widzą kiedy biegniesz. Dzięki bieganiu, Ty patrzysz na świat inaczej. Spokojniej. Pełniej. Jeśli masz pasję, rozumiesz i czyjąś. Twój świat staje się bogatszy, a Ty będziesz miał ochotę się nim dzielić. I może wzbogacisz czyiś, nowym, biegowym hobby? Wskocz zatem w swój ulubiony dres i biegnij. I nie zapomnij wstąpić do piekarni!





