Szczury i trupy nie dla mnie
Od zawsze wychodziłem założenia, że najważniejsza jest w życiu pasja. Jeśli robisz coś w życiu z pasji i sprawia Ci to przyjemność to Twoje wyniki osiągane w danej dziedzinie, prędzej czy później będą znaczyć więcej, od osoby, która robi to samo, ale bez zaangażowania. Nawet jeśli tak nie będzie, to prawdopodobieństwo, że dosięgną Cię macki życiowego marazmu będzie zdecydowanie mniejsze. Wybierzesz dobrze płatną pracę w charakterze korporacyjnego szczura, czy może pójdziesz w stronę realizacji swojej pasji kosztem pieniędzy?
Pomimo szczeniackiego wieku wiem jedno... wybiorę zawsze pasję. Bardziej atrakcyjna jest dla mnie wizja pracy w roli trenera za 500zł miesięcznie aniżeli codzienny kierat i robienie czegoś co w ogóle mnie nie pochłania.
To nic, że będę chodził w sparciałym, wyblakłym dresie, to nic, że zamiast pióra "Mont Blanc" w kieszeni garnituru, będę nosił stoper i pogiętą kartę papieru, na której skrupulatnie zapisywać będę czasy moich zawodników. To nic, że zamiast aksamitnego głosu z angielskim akcentem będę miał zachrypnięty głos starego dziada, który stanie się efektem ubocznym pokrzykiwania na moich zawodników w trakcie zawodów. Skromnie z pasją - przynajmniej będę czuł, że żyje... kiedy często patrzę swoimi młodymi oczyma na niektóre osoby, to widzę nic innego, jak sylwetki żywych trupów - zblazowanych, smutnych i bez pomysłu na życie.
Przez pasję, do świetnej organizacji
W swojej krótkiej, aczkolwiek intensywnej "karierze" biegacza, miałem okazję startować na wielu imprezach biegowych. Startowałem w kraju i zagranicą, na bieżni, po górach i błocie... Zdarzały się też imprezy, po których musiałem wracać na piechotę bo uciekł mi nocny autobus, ale o tym innym razem. Każde zawody biegowe zapadają mi głęboko w pamięć, czasami z powodu swej wyjątkowości (rzadziej), czasami z powodu odstawianej hochsztaplerki (częściej). W miniony weekend zaskoczyłem się okrutnie, oczywiście na duży plus. Po szeregu bezbarwnych i byle jak odstawionych imprez, trafiłem w końcu na taką, po której odzyskałem nadzieję na to, że faktycznie można zrobić coś z niczego, jeśli się chce.
II Bieg Siedleckiego Jacka
Mowa tutaj o Biegu Jacka w Siedlcach, na którym można było rywalizować na dystansie 5 i 10km. Miałem przyjemność poznać dwóch pomysłodawców imprezy, chłopaków, którzy są moimi rówieśnikami, a doświadczenia w organizowaniu imprez mają tyle co ja wzrostu, czyli troszkę mało. Bez dużych nakładów finansowych, mając mało czasu... zorganizowali bieg, który na stałe wpisze się do mojego harmonogramu startowego. Działając z pasją i zaangażowaniem w kilka osób, można niejednokrotnie zrobić dużo więcej, niż z fachową ekipą, która za cel ma zarobienie na pakietach startowych, a nie zadowolenie biegaczy. Pasja, pasja, pasja!
Nie będąc gołosłownym pozwolę sobie wypunktować to, co zasługuje na wyróżnienie:
- Atestowana i szybka trasa. Wzdłuż trasy mnóstwo życzliwych, dopingujących mieszkańców. Na półmetku miła niespodzianka - zraszacz, który ratował przed rozpłynięciem się w sakramenckim upale.
- Punktualność - start rozpoczął się idealnie w planowanej godzinie startu. Niby takie nic, a dla mnie ma duże znaczenie chociażby ze względu na rozgrzewkę. Poza tym, punktualny start to wyraz szacunku do nas, biegaczy.
- Atmosfera - mnóstwo uśmiechniętych gęb, życzliwi organizatorzy i obsługa biegu, którą była w dużej mierze stanowiła młodzież szkolna. Spisali się naprawdę super, przyjemnością było odbierać z ich rąk medal na mecie.
- Pakiet startowy zaskoczył mnie zupełnie. Nie dość, że tani (20zł) to w nim znaleźć mogliśmy: solidny bidon z kompasem + ręcznik. Szukałem, ale nie znalazłem nikomu niepotrzebnych ulotek, które są domeną biegów masowych. Ja wiem, że sponsorzy itd. ale nie mam co robić z makulaturą w domu. Poza tym, w momencie, którym wrzucam papier przypomina mi się słynny Adaś Miauczyński i jego niezapomniana kwestia.
''Boli mnie, gdy wyrzucam dodatki z gazety widząc oczami myśli padające lasy. Dom wyrzucam – dąb pada. Turystykę – lipa. Komunikaty – świerki jak zimowe kwiaty. Auto – moto – jak maszty upadają sosny. Supermarket – to modrzew, klon – nieruchomości. Mój komputer i buk się korzeniem nakrywa. A z każdym precz dodatkiem ich żywicą krwawię.''
- Zakończenie - dekoracja najlepszych i losowanie nagród odbyła się na pobliskim stadionie lekkoatletycznym, tuż po grillu przygotowanym dla uczestników (dobre było, bardzo dobre, nawet keczupu nie był towarem deficytowym!). Dlaczego było tak wyjątkowo? Sami zobaczcie na zdjęciach.
- Najważniejsze - klimat biegu.
Niby takie nic, niby nie wymieniłem nic szczególnego, ale uwierzcie mi, że było szczególnie. Atmosfery nie da się oddać słowem pisanym...
Aha i jeszcze jedno - nikt mi nie zapłacił za tak pochlebną recenzję, to nie konfabulacja! Ciężko mnie przekupić, ale gdyby ktoś chciał zaproponować mi gruby bilon w zamian za szerzenie jakiejś propagandy to czekam na wiadomość mailową.
;)





