treningbiegacza.pl - uzależnieni od endorfin
wtorek, 27 grudzień 2011 20:19

Mo Farah: olimpijskie nadzieje mistrza

Napisał 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Świeżo upieczony mistrz świata na 5000m i wicemistrz na 10000m, Mo Farah, co raz poważniej skupia się na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że Mo myśli by stanąć do walki o olimpijskie złoto na obydwu dystansach.

„Nadal mam sporą szansę (żeby pobiec w obydwu konkurencjach), ale muszę pozostać bez kontuzji, skupić się, brać udział w zawodach by razem z trenerem podjąć decyzję gdy zbliżymy się terminowo do olimpiady,” powiedział Farah podczas niedawnego spotkania z dziennikarzami.

„Chciałbym wziąć udział w dwóch konkurencjach, ale kto wie, co powie (trener) Alberto (Salazar).”

Od czasu gdy Mo wraz ze swoją rodziną przeprowadził się do Oregonu, w Stanach Zjednoczonych, stał się jedną z największych nadziei Wielkiej Brytanii na sukcesy w biegach długich. Trenowany pod okiem wybitnego fachowca, 28-letni Farah ustanowił rekord Europy na 10000m – 26 min 46 sekund i zakończył sezon jako najszybszy człowiek globu na dystansie 5000m.

Po porażkach odniesionych w Pekinie, gdzie w zawodach eliminacyjnych był dopiero szósty, Mo wzmocnił się psychicznie i wie jaką drogą podążać by osiągać zamierzone cele. Jednak największy wpływ na jego psychikę miały odwiedziny w ojczystej Somalii. Podczas wrześniowej wizyty Farah bał się opuszczać swój hotel, gdyż emocje w związku z przyjazdem mistrza sięgały zenitu. Nie wynikało to ze złej woli mieszkańców, ale bardziej z faktu, iż każdy chciał osobiście poznać medalistę z Daegu i uścisnąć mu dłoń. Wiedziony przekonaniem o potrzebie niesienia pomocy, Farah wraz ze swoją żoną Tanią, otworzył fundację, która ma za zadanie wspierać najbardziej poszkodowanych w wojnie domowej.



 

bieganie.biz

newsy ze świata la


blog biegacza
dziś polecamy

Sezon 2011/2012 - zaczynamy

Puk, puk. Kto tam? Nowy sezonik się kłania. Aaa, witam witam i o zdrowie pytam ;)

Zaczynam jak zwykle od roztrenowania. Po maratonie dwa tygodnie wolnego. Wyszedłem sobie 3x potruchtać, żeby nie zgłupieć, tym bardziej, że jesień w tym roku jest rewelacyjna.