„Nadal mam sporą szansę (żeby pobiec w obydwu konkurencjach), ale muszę pozostać bez kontuzji, skupić się, brać udział w zawodach by razem z trenerem podjąć decyzję gdy zbliżymy się terminowo do olimpiady,” powiedział Farah podczas niedawnego spotkania z dziennikarzami.
„Chciałbym wziąć udział w dwóch konkurencjach, ale kto wie, co powie (trener) Alberto (Salazar).”
Od czasu gdy Mo wraz ze swoją rodziną przeprowadził się do Oregonu, w Stanach Zjednoczonych, stał się jedną z największych nadziei Wielkiej Brytanii na sukcesy w biegach długich. Trenowany pod okiem wybitnego fachowca, 28-letni Farah ustanowił rekord Europy na 10000m – 26 min 46 sekund i zakończył sezon jako najszybszy człowiek globu na dystansie 5000m.
Po porażkach odniesionych w Pekinie, gdzie w zawodach eliminacyjnych był dopiero szósty, Mo wzmocnił się psychicznie i wie jaką drogą podążać by osiągać zamierzone cele. Jednak największy wpływ na jego psychikę miały odwiedziny w ojczystej Somalii. Podczas wrześniowej wizyty Farah bał się opuszczać swój hotel, gdyż emocje w związku z przyjazdem mistrza sięgały zenitu. Nie wynikało to ze złej woli mieszkańców, ale bardziej z faktu, iż każdy chciał osobiście poznać medalistę z Daegu i uścisnąć mu dłoń. Wiedziony przekonaniem o potrzebie niesienia pomocy, Farah wraz ze swoją żoną Tanią, otworzył fundację, która ma za zadanie wspierać najbardziej poszkodowanych w wojnie domowej.



