- Zadepczemy swoje myśli bez rozumienia przestrzeni, której nigdy między nami nie było – powiedziała i wybiegła ze złością z pokoju. Szybciej, niżeli on zdążył otworzyć drzwi jako dżentelmen. W mgnieniu oka pędził za nią w domowych japonkach, wieczornie zaśnieżoną, zimną uliczką. I tak się zaczął ich wyścig o siebie.
Nikt tu nie chciał być pierwszy, pragnęli biec razem. Od tej pory biegali już nigdy osobno.
Czy Wam zdarzyło się podobnie? A jeśli nawet nie podobnie, to jak to jest mijać męskie ego w biegowej alejce? Ktoś kiedyś powiedział, że kobiety biegają dumnie. A może to mężczyzna biegnie za kobietą w tej dumie podążając spojrzeniem? To chyba jest tak, że stajemy się szybsi niżeli nasze myśli. W każdym kroku, sprężystej postawie i jego/jej spojrzeniu. Zaczynamy rywalizować nie o czas, ale o jakość siebie. Bardziej siebie cenić. Szanować. Nie lekceważyć.
Lubię biegać z mężczyznami, za i przed. Przed i za. Ten bieg daje dużo więcej satysfakcji i nie kosztem czyichś słabości czy siły. To taka mieszanka pozytywnych odczuć. Pewnej wibracji. Być może nawet biegniemy szybciej niżeli nasze możliwości. Bo możliwości dzieją się w nas wtedy pełniej. Subtelność zostawiamy w domu, na półce z książkami czy wewnętrznym strachem. Stajemy się silne. Pewniejsze. Pełniejsze wartości. Stajemy się biegaczami płci żeńskiej, na pełnych prawach męskiej rywalizacji. Stajemy się biegaczkami. A oni obok, z tą zebraną z nas jak kawowa pianka subtelnością treningu, podążają. My kobiety, mamy mniej masy mięśniowej i mniejszy „zasięg” płuc. To nic! Dajemy radę. Często nawet szybciej niżeli On – samczy wojownik. W męskim towarzystwie przekraczamy barierę dźwięku, tego jaki niesie nas w samotnej biegowej wędrówce, w słuchaniu ulubionej muzycznej myśli.
Na zawodach przystaję na realny męsko-damski bilans, wspólny krok, choć widzę tylko jego plecy. Tak działo się podczas tegorocznego, wiosennego biegu w szwedzkim Ystad. On, jako doskonały „zając”! I moje 12 km w pięknym sosnowym lasku, promenadą wzdłuż morza w czasie w czasie pięćdziesięciu pięciu minut. Nie sądzę by działo się samoistnie, to był przyjazny gest pana w niebieskich spodenkach. To miłe, że mężczyźni tracą głowę, ale niekoniecznie dla taktyki. Być może on biegł poniżej swoich możliwości, ale pozwolił mi uwierzyć w moje, jestem pełna wdzięczności. Około pół kilometra przed metą zrównał ze mną krok, miło się uśmiechnął i przyspieszył myśli. Dobrze jest biegać w męskim gronie bez rywalizacji, w tożsamości własnych pragnień. Biegacze to dżentelmeni… tacy się zdarzają. Mnie się zdarzyło. I miłym otulam ten czas wspomnieniem.
Mężczyzna jest ważny, kobieta istotna. Razem stają się wartościowi w biegowym treningu. Ona czerpie jego siłę, on dostosowuje do niej rytm. Bo czymże byłoby bieganie bez towarzystwa jego oddechu czy bez jej kobiecych walorów? Zabierz go zatem na wspólną przebieżkę i cieszcie się tym czasem wspólnie. Panowie, my lubimy biegać. Za Wami, przed i pod wiatr. Bo pięknie jest podążać w tym samym kierunku pragnień. Nic piękniej nie łączy, jak pasja. Niech stanie się nią wspólne bieganie!



